sobota, 16 listopada 2013

Rozdział II

Hermiona
      

         Ten tydzień minął cholernie szybko (przepraszam za słownictwo, ale moi rówieśnicy używają gorszych ). Co dopiero kładłam się spać po zakupach z Gin a już wstawałam by pojechać na King Cross. i znów kolejny BARDZO trudny dylemat : W co się mam się ubrać ? Chce wyglądać dziewczęco , ale i wygodnie, elegancko , ale bez przesady . W końcu wybrałam trochę dłuższą koszule w kratę , ciemne jeansy i moje ulubione koturny. Postanowiłam zostać naturalnie , czyli bez żadnego makijażu i włosy rozpuszczone .
        Zeszłam na dół. Spojrzałam na zegar- wskazówki całego rodzeństwa wskazywały DOM. Tylko wskazówka Pana Weasley'a była przesunięta  na NIEBEZPIECZEŃSTWO. Magiczny zegar. Uwielbiam na niego patrzeć. Molly Weasley niska,  pulchna kobieta własnie szykowała dla nas śniadanie. Jest wspaniała ,  ale nigdy nie chce mojej pomocy. Czuje się przy niej tak bezużyteczna.
        Z rozmyślań wyrwał mnie Fred . Własnie schodził ze schodów chwile temu musiał brać prysznic, ponieważ miał mokre włosy i pół nagi tors. Wysoki,  rudy chłopak oparł się o szafkę kuchenna. Ramiona miał przykryte błękitną koszula . A jego migdałowe oczy ..... 
      - Szczeka ci zaraz spadnie- szepną mi ktoś do ucha. Odwracam się , a tam George, brat bliźniak mego wybranka.
     - Szczególnie jak na ciebie patrze - powiedziałam.
     - Nie przejmuj się nic mu nie powiem . On tak widzi tylko Angie... 
    Oboje momentalnie posmutnieliśmy . Do jego wypowiedzi należało by dodać,  że ona też tylko go widzi. Brat Freddiego był zakochany w Johnson. Pocałowałam go w policzek i poszłam na gore. Nie chciałam żeby widział jak bardzo mi smutno. Był wspaniały jako przyjaciel .
     Weszłam do pokoju Harry'ego i Rona.  Oczywiście jeszcze spali. Zrzuciłam kołdrę z jednego potem z drugiego. Odsłoniłam okno .... iii nic nie poruszyli się . Wyszłam na schody i krzyknęłam : 
     -George rusz do góry swe szanowne siedzenie.
     Lekko pstryknięcie i już był obok mnie.
     - Co byś chciała słodziutka ?
     Pokazałam mu na pokój. Od razu spoważniał , wyciągną rożdżkę i wszedł  pewnym krokiem do pomieszczenia. Po paru minutach, co ja gadam po paru sekundach można było usłyszeć hałas. Najpierw ciemnowłosy potem rudy opuszczali swoje dotychczasowe miejsce. Na schodach znajdowali się już Gin i Fred. Chłopcy zauważyli nas i spalili buraka. Pewnie zastanawiasz się dlaczego . Otóż trzymali się za pupy. Tak mój przybiegły kolega wystrzelił im fajerwerki w to miejsce. O mało nie popłakałam się ze śmiechu.
      Niestety podróż nie była taka rozrywkowa. Gdy jakoś przeszliśmy przez barierkę zobaczyłam GO. Mój koszmar senny się ziścił. Draco Malfoy




Draco 

       Stałem tam , czekając na Zabiniego. I zobaczyłem JĄ wspaniałą i olśniewającą...... w cholere ! Porąbało mnie i już. 
       - Cześć Smoku - powiedział Blaise.
       - Drogi Diable po jakiego grzyba twój nadgarstek zdobi Rolex skoro go nie używasz ? - zapytałem, starając się nie wybuchnąć.
        - Łatwo się wyrywa na niego laski - wyszczerzył swe zęby - Tak w ogóle jak wakacje ? A prawie zapomniałem , że spędziłeś je ze MNĄ . Wiem , wiem to był najcudowniejszy czas w twoim życiu .
        Taaaa to właśnie jest mój najlepszy przyjaciel. Podczas jego monologu przypomniałem sobie o mojej siostrze. Nie wiesz o niej, bo tak naprawdę nikt nie wiedział. Izabella Malfoy jest rok ode mnie młodsza. Zdążyliśmy wejść do pociągu i wybrać przedział, a ten ciągle gadał.
       Stałem w drzwiach i czekałem na olśniewającą blondynkę ( urodę ma po mnie xD ) Gdy rozsiedliśmy się wraz z moją siostra , Zabini wciąż gadał. Niestety ja musiałam wyjść po jakiś dziesięciu minutach . Zebranie Perfektów . Wolałem być kapitanem niż pilnować bachorów. Ale i tak ja będę szefem w drużynie Quidditcha Ślizgonów. 
        - Musze iść na zebranie - przerwałem mojemu koledze - tylko nie zagadaj Pięknej na śmierć. 
       Może jestem dupkiem, ale Belle traktuje jak księżniczkę. Mimo wszystko nie jest taka jak ja. Jest skromna (ale tak naprawdę ) urocza mila i nie uważa szlam za co strasznego, a zdrajcami krwi nie gardzi. wyjątek w tej bezuczuciowej rodzinie .
      Gdy dotarłem na miejsce , od razu zauważyłem brązowowłosa Gryfonkę. Obserwowałem ja całą godzinę . Lekki rumieniec zdobił jej twarz. Również cala drogę o niej myślałem . Czemu akurat o tej dziewczynie ? Tylko ona nie uległa moim wspaniałym cechą  . I jest szlamą o tym nie mogę zapomnieć. 
     - Jak było  ? - zapytała El.
     - EEEEE - zorientowałem się ze nie wiem - jak zwykle McSztywna zanudzała. 
     Dalsza drogę Bella i Diabeł wesoło gawędzili , a ja rozpocząłem rozmyślanie. Bo znam ja cztery lata. 
     W I klasie bawiła mnie jej ręka. Zawsze strzelała w górę . W pamięci pozostał mi obraz jak płakała . Pierwsze od początku mojego krótkiego życia  ukucie w sercu.
     W następnej pierwszy raz powiedziałem do niej per szlama. Ten smutek pojawiający się w jej oczach. Tylko tyle zapamiętałem . Zero satysfakcji. 
      Z czym mi się kojarzy trzeci rok nauki ? Z siarczystym policzkiem . Wymierzonym oczywiście przez Granger . Mieliśmy po trzynaście lat, a ona miała już taka sile w rekach. 
      Dopiero parę miesięcy temu zauważyłem , że ,,coś się świeci '' . Znów płakała ale tym razem przez Wpieprzleja. Chciałem mu obić ta obrzydliwa mordę. Mimo wszystko wyglądała piękni. Chwile wcześniej tańczyła z Krumem (go tez nienawidzę ), a potem rozpaczała. Chciałem do niej podejść ale ..... czemu cholera zawsze jest jakieś ale ? 
     Z tak zwanego zawiasu zbudził mnie dźwięk otwieranych drzwi do przedziału .Od razu zauważyłem brązowy lok. Była to Panna Wiem-To-Wszystko. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz